Sanapur – Bombaj – Warszawa – Smolnik ?!

Poniedziałek i wtorek, 18 i 19.12.2017
Mój ostatni dzień u Avinasha w Sanapur i jeden z dwóch ostatnich dni w Indiach.
Tak ! Wracam wcześniej do domu !
Chciałem pomóc Avinashowi naprawić jego altankę, a później obijać się nad rzeką do odjazdu mojego autobusu o godzinie 16:00, ale sam Avinash miał inne plany na ten dzień.
Wymyślił dla nas niesamowitą atrakcję, więc poszliśmy na początku na rzekę, tam popływałem sobie z 45 minut po czym wróciliśmy do chatki.


Spakowałem swój mandżur i zapakowaliśmy się na pakę małej furgonetki.

Materace, poduchy, koce z których zrobiliśmy prowizoryczne zadaszenie i w drogę.
Towarzystwo genialne i naprawdę cieszę się, że mogłem ich poznać.
Sofie, Antonio, Avinash kłaniam się w pas i dziękuje raz jeszcze za ten czas.
Cieszę się też, że ostatni dzień w Sanapur spędziłem właśnie z nimi i właśnie w taki sposób, podziwiając widoki zapierające dech w piersiach. Góry, rzeki, pola ryżowe z ludźmi pracującymi przy sadzeniu i zbieraniu, palmy, przestrzeń, indyjskie małe wioski, gdzie leniwie płynie życie. Wszystko to razem wzięte robi niesamowite, wręcz oszałamiające wrażenie i jeszcze ta podróż na pace ciężarówki. Kosmos !

Odstawili mnie ok 16 na przystanek, zostałem wyściskany, pożegnałem się ze wszystkimi i ruszyłem w kolejny etap podróży.
Ruszyłem do Huligi, Hospet, a stamtąd po raz kolejnym sleeping busem bezpośrednio do Bombaju. Rezerwacja on-line w Indiach coś nie sprzęga i po raz kolejny zamiast pojedynczego łóżka tym razem dostałem podwójne. Tylko z tą różnicą, że tym razem musiałem je z kimś dzielić – gruby, wąsaty, sapiący i kaszlący hindus.
Na szczęście obyło się bez przystawiania do mojej osoby i większych ekscesów i po 12 godzinach byłem już w Bombaju !
Godzina 7:30, szybka podróż tuk tukiem, kawa w Starbucksie (w końcu Americano)!
Teraz przede mną kolejne 10 godzin koczowania na lotnisku, a później lot do Abu Dhabi, Rzymu, Warszawy, a tam Ahmedzik i wino na lotnisku.

Wiem, że zamiast koczować na lotnisku mógłbym pójść pozwiedzać miasto, ale ostatni dzień w Sanapur był tak cudowny, tak wymarzony, że boję się zepsuć sobie ostatnie wspomnienie brudnym, hałaśliwym i zatłoczonym miastem.

A teraz parę słów o moim wcześniejszym powrocie do domu !

Pewnie wielu z Was popuka się w głowę i powie, że tylko skończony debil opuszcza piękne, ciepłe miejsce i wraca kilkanaście dni wcześniej do piżdżącej mrozem i zasypanej śniegiem Polski.
Zgodzę się z Wami, ale chce powiedzieć, napisać dlaczego tak zrobiłem.

Tak jak pisałem na początku, ta podróż to nie był tylko i wyłącznie typowo turystyczny wyjazd.
Miałem do przerobienia, przemyślenia pewne tematy, odpowiedzi do znalezienia.
Od początku była to podróż na moich zasadach, bez większego planu i zastanowienia.
Po tegorocznych perypetiach związkowo, zawodowych byłem rozbity i zagubiony, niepewny tego czego chce dalej w życiu. Rozpatrywałem wiele możliwości co doprowadzało mnie do szału.
Dopuszczałem do siebie wszelkie możliwe rozwiązania, które przewidywały wszystko i nic, w tym nie wracanie w ogóle do Polski.
Ale gdy opuściłem Polskę i zacząłem podróżować po Indiach, poznawać ludzi i z nimi rozmawiać to właśnie wtedy z każdym dniem moje myśli co raz bardziej się porządkowały i wskakiwały na właściwe tory.
Zrozumiałem parę istotnych rzeczy.
Kocham Polskę – ten zapyziały, rasistowski, nietolerancyjny kraj z całą masą debili na wszelkich możliwych stopniach rozwoju albo niedorozwoju, z tą zawiścią, złością i nożami ukrytymi w kieszeni, z narzekaniem i złorzeczeniem – ale po mimo tych wszystkich złych i odrażających cech ludzkich pozostaje piękna ziemia, piękne miejsca, które znam, kocham i bez których nie wyobrażam sobie życia, moje Bieszczady, które kocham całym sercem.

Uwielbiam swoją pracę, która jest jednocześnie moją pasją, a uczucie gdy klienci rok w rok do mnie wracają, albo przychodzą nowi z polecenia tych starych, stałych i  po kilku godzinach rozmów, picia alkoholu, kawy czy herbaty wychodzą radośni, wyluzowani i chociaż troszkę wypoczęci jest dla mnie magiczny.
Dzięki takim momentom wiem, że chce, i że warto to robić!

Ale rzecz najważniejsza !

Ludzie !
Przyzwyczaiłbym się do każdego miejsca i w każdym miejscu jakoś ułożyłbym sobie życie, znalazł pracę, zajęcie, hobby i sposoby na spędzanie czasu, ale jednej “rzeczy” nigdy w życiu bym nie odtworzył.
Rodziny !
To właśnie te parę osób, które tak bardzo kocham skłoniły mnie do wcześniejszego powrotu – nie mówiąc słowa, o tym że mógłbym wrócić wcześniej.
Nie wyobrażam sobie i nie chce spędzać świąt bez nich.
Rodzice, siostra, brat i narzeczona brata (gratulacje Ewka) i Ahmedzik, który po mimo, że nie jest z nami spokrewniony to zdecydowanie zasługuje na miano członka mojej najbliższej rodziny !
No i wszystkie szalone zwierzaki ze Skandalem i Hańbą na czele !

Wiem, że będę wyjeżdżał w przyszłych latach, jeśli dobrze pójdzie to rok w rok, ale zawsze będę wracał do domu, do rodziców, do rodzeństwa, do przyjaciół, których nie ma wielu, ale z każdym rokiem pojawiają się nowi, którym oddaję kawałek mojego serca.

W tym momencie należą się ogromne podziękowania Ahmedowi, który pomógł mi przełożyć bilety, przyjechał, odebrał z lotniska i pomógł mi się dostać w Bieszczady tak żeby nikt nie o tym nie wiedział, a przede wszystkim moi rodzice i siostra.
No i Maks, który podwiózł mnie z Sanoka do Smolnika ! Dzięki !
Dzięki temu mogłem stanąć przed drzwiami, zapukać i poczekać aż mojemu tacie opadnie szczęka na mój widok, moja mama z siostrą się rozpłaczą i rzucam w moje ramiona. Absolutnie cudowne uczucie obserwować taką radość i czuć ją jednocześnie !

Drodzy moi bliscy ! Kocham Was !

PS : Wydaje mi się, ba jestem pewien, że podczas tej podróży odnalazłem to czego szukałem, czyli samego siebie i to też był jeden z powodów powrotu.
Misja wykonana, zakończona czyli można wracać !

Wesołych i rodzinnych świąt niezależnie czy wierzycie czy tak jak ja nie !

PS II : W najbliższych dniach będę wrzucał podsumowania mojej podróży, moje przemyślenia odnośnie samych Indii i wszystkiego czego doświadczałem podczas mojej podróży.

Advertisements